A życie toczy, toczy, swój garb uroczy #1

Witam wszystkich którzy zaglądali już do mnie oraz tych, którzy są tutaj po raz pierwszy.
Zależy mi na tym abyście ze mną zostali jak najdłużej i dlatego chciała bym dzielić się z Wami troskami i radościami mojej codzienności, po to aby pokazać Wam, że nawet po ciężkich przeżyciach można jeszcze zaznać spokoju i szczęścia.
I choć w naszej rzeczywistości trudno sobie nie uszkodzić układu nerwowego, to w zaciszu domowym jest dobrze i oby tak pozostało jak najdłużej ;)

Tak to u mnie się potoczyło, że po kilkunastu latach małżeństwa zostałam rozwódką.
Zawsze dawałam sobie radę więc i w tym najtrudniejszym okresie jakoś sobie poradziłam.
Przeprowadzka z dwójką dzieci,  jedna potem druga, rzucenie się w wir zajęć aby tylko nie myśleć o tym co i dlaczego właśnie mnie spotkało.
Był i okresie odreagowania ale o tym może innym razem.
I tak po jakimś czasie, chociaż jeszcze parę miesięcy wcześniej zarzekałam się, że nigdy więcej, zatęskniłam za uczuciem, za ciepłym spojrzeniem, dotykiem dłoni, wsparciem drugiej osoby, my ludzie nazywamy to, miłością.
Chociaż bardzo się bałam, że ktoś znowu może mnie skrzywdzić,  zaczęłam rozglądać się wokół nieco uważniej i z nadzieją, że może jeszcze spotkam kogoś,  komu uda mi się zaufać.
Dni mijały a mnie spotykały kolejne rozczarowania, swoją drogą to przykre, że na świecie jest tyle ignorantów, którzy aby zaspokoić swoje popędy, gotowi są prawie na wszystko!
Przykre to ale prawdziwe, szybko się zniechęciłam i postanowiłam, że jednak sama ze swoimi dziećmi  będę budować nasze nowe życie.


I wtedy gdy już pogodziłam się ze swoim losem, pojawił się On, mój P. W ciągu dwóch lat wywrócił mój świat do góry nogami.
Mamy cudowną córeczkę, moi synowie mają w P. oparcie i przyjaciela a ja na reszcie jestem szczęśliwa.
Czekała mnie też kolejna przeprowadzka ale tym razem nie dlatego, że musiałam ale dlatego, że chciałam, chcieliśmy znaleźć dom dla naszej nowej rodziny.
Wiele się zmieniło, przede wszystkim to, że już nie muszę o wszystkim myśleć sama a odkąd pamiętam właśnie tak było.
I chociaż wcale nie jestem pewna swojej przyszłości a to dlatego, że takiej pewności mieć nie można, to cieszę się z tego co mam i nie żałuję, że jednak zaryzykowałam.

To, że jestem tutaj to też zasługa P. to on namówił mnie do powrotu, do pisania, do mojej wielkiej pasji, która została uśpiona i niemalże zapomniana.
Zakładając bloga nie miałam pojęcia jak to wszystko działa, ile pracy wymaga i ile się muszę nauczyć. Wiem, że wiele jeszcze muszę poprawić i że jeszcze wiele nauki przede mną. Staram się odnaleźć w tym świecie, znaleźć swoje miejsce, miotam się jeszcze szukając tego czegoś co pozwoli mi tu pozostać jak najdłużej. Dlatego przepraszam za wszystkie błędy i niedociągnięcia, i obiecuję się poprawić ;) liczę też na Waszą konstruktywną krytykę i dziękuję, że jesteście, za każdy komentarz i za obserwacje, nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy.

Teraz już zmykam do mojej córci, która jeszcze nie chodzi ale już sama wstaje, wystarczy aby było się czegoś chwycić, jednym słowem urwanie głowy szkoda, że jeszcze nikt nie wynalazł ochraniaczy i kasków na takie małe szkraby a tymczasem do następnego....

                                                              Moja mała akrobatka





                                                                                          Monika


                 



Podobał Ci się tekst? Jeśli tak, to miło mi będzie jeśli go udostępnisz:

Dołącz do konwersacji