Powroty...
Witam Was moi kochani po kilkunastodniowej nieobecności.
Pech chciał, że tuż przed świętami, dom mój nawiedziło paskudne choróbsko!
Przeszło jak burza z piorunami i pozrywanymi dachami, zaraziło mnie, moją mamę i córkę. Zapalenie oskrzeli było jej na imię!!!
Gdyby nie przyszła teściowa to muszę przyznać, że świąt by u nas nie było. To ona w piątek ogarnęła dom, pokończyła co było zaczęte i zostawione samopas i jeszcze przez cały czas zajmowała się Magdą!
Dziwne były te święta. Ja nic nie jadłam, bo całkowicie straciłam zmysły smaku i jeszcze dostałam jakiegoś zapalenia jamy ustnej, mama nie jadła, bo straciła apetyt. Ja chodziłam głodna i zła, bo na nic nie miałam siły.
Jedynym plusem tej sytuacji jest fakt, że teraz nie muszę stosować poświątecznej diety!
Święta szybko minęły a choroba dopiero wczoraj zaczęła mi odpuszczać. Usiadłam więc po tych kilkunastu dniach do laptopa i zwątpiłam. Ponad 1000 nieprzeczytanych e-maili o.O, tyle waszych postów do przeczytania, fb w rozsypce - nie wiadomo od czego zacząć!
Muszę jednak przyznać, że kilka rzeczy zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie. Przede wszystkim wasze komentarze z życzeniami zdrowia, za wszystkie bardzo dziękuję, to tak bardzo budujące, że jesteście, że zaglądacie, dzięki temu aż chce się żyć!!! Dowiedziałam się również, że wygrałam parę konkursów, chociaż kosztowało mnie to parę godzin czytania e-maili. Co i gdzie wygrałam to będzie temat postów gdy już te nagrody otrzymam, ponieważ zdarzyło się mi już i tak, że nagle fundator nagrody zamilkł i nagroda pozostała tylko nagrodą wirtualną (bywa niestety i tak)!
Goście pojechali a ja zostałam z górą jedzenia, domem przewróconym do góry nogami, szufladą pełną leków i tyloma rzeczami które muszę teraz po ogarniać!
Czeka mnie komisja z synem, bieganina od specjalisty do specjalisty, nerwy i oczekiwanie na dobry lub zły humor lekarza orzecznika.
Ale, ale za okna powróciła piękna wiosna i bociana dzisiaj widziałam na gnieździe, na szczęście bociek stał więc to dobra wróżba na cały rok, tak przynajmniej mówią tutejsi mieszkańcy.
Wokół domu zakwitły żonkile i krokusy a i tulipany mają już piękne pączki. Jednym słowem serce rośnie!!!
Szkoda tylko, że przez moje chorowanie nie byłam w stanie napisać wiosennego wiersza na konkurs u Maksa, co postaram się nadrobić w kolejnym wyzwaniu!!!
Przede mną kilka pracowitych dni aby wszystko wróciło do normy sprzed choroby, mam jednak pełno nowych pomysłów i nowe wiosenne siły, które mam nadzieję wykorzystać zarówno tutaj jak i w życiu rodzinnym.
Czeka mnie troszkę testowania, wiersze kłębią się w głowie i szukają wyjścia a i nowe posty czekają na swoją kolej do publikacji, podwijam więc rękawy i biorę się do pracy a Wam jeszcze raz dziękuję za to, że jesteście!!!
Monika