Czy to możliwe...że kiedyś byłam gorszą mamą!?




To już niedługo, jeszcze tylko chwila a nasze starsze dzieci osiągną wiek w którym, teoretycznie przestaną być dziećmi a staną się dorosłymi obywatelami naszego kraju. Od dłuższego czasu szykuję się do tego jakże ważnego w ich życiu wydarzenia, moja niezgodna i pokręcona natura, zaczęła analizować ostatnie siedemnaście lat mojego macierzyństwa...i o zgrozo podczas tych analiz doszłam  do zadziwiających wniosków...czy to możliwe, że kiedyś byłam gorszą mamą!?


...mamą zostałam już w wieku dwudziestu dwóch lat, szybki ślub, trudny poród i choroba syna. Nie byłam na to wszystko gotowa, ani ja ani mój, jeszcze wtedy mąż. Kochałam moje dziecko nad życie, drżałam o jego przyszłość, zamiast cieszyć się macierzyństwem liczyłam dni od jednej wizyty lekarskiej do drugiej. W mojej głowie kłębiło się tysiące pytań bez odpowiedzi, czy on sobie poradzi i czy ja zdołam ogarnąć tę trudną sytuację?

...szok, po czterech miesiącach okazało się, że znowu jestem w ciąży. Nie będę się tu tłumaczyć, sama byłam sobie winna, uległam wtedy i ulegałam przez kolejne 13 lat. 

...drugi syn urodził się na szczęście zdrowy ale ciąża była prawdziwym koszmarem, rozejście spojenia łonowego, długi pobyt w szpitalu zakończony cesarskim cięciem i mąż, którego nigdy nie było.

...chłopcy rośli, szybko zdobywali nowe umiejętności, cieszyłam się ale było to wszystko takie jakieś oczywiste, mechaniczne wręcz. Przychodzi przecież dzień, że każde dziecko zaczyna samo siadać, raczkować, mówić, stawia pierwsze kroki, odrzuca pierś, zaczyna korzystać z nocnika, idzie do szkoły i staje się nastolatkiem. 
Właśnie w takim tempie zleciało mi dzieciństwo moich synów, nie wiem kiedy minęło to siedemnaście lat?
Wiecznie zabiegana, zakompleksiona, tłumacząca się z każdego kroku, kochałam ich jednak całym sercem, płakałam razem z nimi i cieszyłam się z każdego sukcesu, zawsze byłam, pomagałam, ja matka (tak bardzo chciałam dać im więcej miłości, uwagi, akceptacji).

...w między czasie posypało się moje małżeństwo, odeszłam dla siebie i synów z mocnym postanowieniem, nigdy więcej! 
Zero facetów, związków i dzieci!!!

...los jednak lubi płatać nam figle i właśnie wtedy, gdy byłam tak zdeterminowana i zawzięta, poznałam mojego obecnego "niemęża" on zaakceptował chłopaków, pokochał mnie ze wszystkimi moimi problemami, zostawił swoje życie i razem stworzyliśmy nową rodzinę.

...synowie szybko odnaleźli się w nowej sytuacji. Oni również szybko polubili mojego partnera. Dopiero wtedy zauważyłam jak bardzo myliłam się, że sama potrafię zastąpić im ojca. Oczywiście ojca nie da się zastąpić ale dorastający chłopcy potrzebują czasami męskiego towarzystwa.

...czas szybko płynie, życie stawia nas przed coraz to nowymi wyzwaniami. 
"Niemąż" bardzo pragną córki, wiedział co przeszłam, jak ciężko znosiłam ciąże no i zdawał sobie sprawę, że mój wiek 38 lat też niesie jakieś ryzyko, dlatego nie naciskał. Ja jednak wiedziałam, że jest to jego wielkie marzenie. Wahałam się, bałam jak cholera ale wtedy na swojej drodze spotkałam bardzo mądrego lekarza ginekologa, to dzięki niemu...

...w ubiegłym roku, zostałam młodą - starą mamą.

...Magdalena zupełnie powywracała nasz poukładany świat. Teraz wszystko kręci się w okół niej. Jest oczkiem w głowie tatusia, kochamy ją całym sercem ale równie mocno kochamy też, nasze dzieci z poprzednich związków!

...jednak ostatnio obydwoje doszliśmy do wniosku, że zupełnie inaczej przeżywamy to nasze późne rodzicielstwo.

...każda nowa umiejętność naszej córki wywołuje naszą euforię, każde jej nowe słowo sprawia, że szalejemy z radości. Pierwsze kroczki, pierwszy samodzielnie zjedzony posiłek, uśmiech po przebudzeniu, całus dany zupełnie niespodziewanie, można by tak było wymieniać bez końca. Tysiące zdjęć, filmików no i ten blog, który z założenia wcale nie miał być "blogiem mamusiowym" a jednak serce podpowiada, że w obecnym czasie właśnie to będzie najlepsza forma wyrażania tego co czuję!

...czy to znaczy, że wcześniej byłam gorszą mamą?

Nie mnie to oceniać, trzeba by było zapytać moich synów.

...wiem jedno na pewno wszystkie moje dzieci kocham jednakowo, choć w zupełnie inny sposób. Każde z nich jest moim oczkiem w głowie. Wiem też, że kiedyś byłam młodą, niedoświadczoną mamą i kobietą, wszystkiego musiałam się uczyć, wszystko musiałam sama zrozumieć, dzięki temu zdobyłam bezcenne doświadczenie, które teraz procentuje. Moje dzieci, to najcudowniejszy dar jaki dostałam od losu, dar który był, jest i zawsze będzie dla mnie całym moim życiem!

                                           ...z dedykacją dla moich dzieci...


Urodziły się bezbronne
w ślepo pokochały nas
Jak kwitnące kwiaty wonne 
pięknem wypełniły czas.


Dorastając choć kochały 
często też krzywdziły nas
Potem z gniazda odleciały
mówiąc tylko - to już czas.


Gdy po latach powracają 
niosą w dłoni cudny kwiat
Teraz wiedzą że kochają
bo poznały lepszy świat.


Co dzień o tym pamiętają
wychowując własne dzieci
Gdy rodzice się kochają 
w domu zawsze słońce świeci.


                                                  Monika                                       


Podobał Ci się tekst? Jeśli tak, to miło mi będzie jeśli go udostępnisz:

Dołącz do konwersacji