Nowy początek...

Gdy wrócili do domu był późny wieczór...

Oboje padali z nóg. Tyle emocji.

Po raz pierwszy od bardzo dawna wspólnie usiedli i wypili herbatę, milczeli.

Ciszę przerwał telefon, to pani z ośrodka adopcyjnego, chciała jeszcze raz podziękować.

Dzięki szybkiej interwencji Ani udało się uratować dwuletniego chłopca, który podczas zabawy zadławił się cukierkiem.

Zasnęli przytuleni do siebie.

Obudził ich dzwonek do drzwi, była sobota siódma rano. Za drzwiami stała zapłakana kobieta, tuż za nią mężczyzna nerwowo palący papierosa.

Gdy Ania i Tomek otworzyli drzwi, nieznajomi rzucili im się na szyję. Płakali i dziękowali przez łzy. Trwało to dłuższą chwilę zanim nasi bohaterowie oswobodzili się z objęć dziwnych gości.

Nic nie rozumieli.

Widzieli ich po raz pierwszy w życiu.

A oni cały czas płakali.

W końcu Ani udało się uspokoić kobietę. Mężczyzną zajął się Tomek.

Bardzo długo rozmawiali.

Okazało się że są to ludzie, którzy zdecydowali się na adopcję.

Ich historia była prawie identyczna jak historia naszej pary.

Właśnie dzisiaj, mieli już na stałe zabrać swojego wyczekiwanego synka do domu.

Synka, który wczoraj o mało nie umarł.

Obie pary, spędziły ze sobą parę kolejnych dni, był to czas w którym Adaś dochodził do siebie w szpitalu.

Świadomość, że nie są sami, że inni przeżywali dokładnie to samo co oni napełniła ich nową nadzieją i skłoniła do podjęcia ważnych decyzji.

Rodzinom powiedzieli tylko że zmieniają miejsce zamieszkania. Aby nie było zbędnych pytań nakłamali, że Tomek dostał awans i że to właśnie jest powodem ich przeprowadzki.

Tak naprawdę, uciekli.

Przed obłudą, "wścipstwem", ciekawością i "dobrymi radami".

Wyjechali na drugi koniec Polski i to dosłownie.

Zaczynali wszystko od nowa ale tym razem nie byli z tym sami.

Para którą poznali mieszkała niedaleko, pomogła im zrozumieć, że nie warto przejmować się ludźmi, że trzeba walczyć, nie wstydzić się, bo niepłodność to nie koniec. Wręcz przeciwnie, po mimo tego, że brzmi to może absurdalne, może ona być cudownym początkiem i to nie tylko dla nich.

W nowym miejscu poznali wielu im podobnych ludzi, otrzymali pomóc a z biegiem czasu sami zaczęli pomagać innym.

Po kilku latach zostali szczęśliwymi rodzicami. Zaadoptowali rodzeństwo chłopca i dziewczynkę.

Rodziny choć nie bez oporów, w końcu pogodziły się ze sobą jak i z decyzją swoich dzieci, jednak do dnia dzisiejszego spotykają się tylko okazjonalnie.


I to prawie koniec historii Ani i Tomka.

Można jeszcze dodać...i żyli długo i szczęśliwie.


Ale ja mam dla Was jeszcze jedną opowieść a raczej parę słów Ani która zgodziła się odpowiedzieć na kilka moich pytań...ale na tę rozmowę zapraszam za kilka dni.


Monika



Podobał Ci się tekst? Jeśli tak, to miło mi będzie jeśli go udostępnisz:

Dołącz do konwersacji